W wielu ludziach krąży po cichu robak szaleństwa
Jest czarny i ma trzy wielkie, fosforyzujące szkarłatem oczy.
Długi ryjek zakończony otworem gębowym służy mu
do plucia - pluje celnie jak zawodowy snajper.
Karmi się naszymi snami.
Chłepce je po nocach, trawi i wydala z powrotem,
by przyszły do nas nad ranem i objawiły jeszcze inny świat.
Małe szeleszczące chwytniki pozwalają mu przeciskać się
przez każdą szczelinę ciała.
Tak właśnie wychodzi z jakiegoś zdarzenia, wiersza lub religii
i wdziera się w nas przez oko, ucho lub por skóry, a potem
wędruje w milczeniu żyłami i nitkami nerwów szukając
stałej przystani.
Kiedy wejdzie do duszy, człowiek staje sie niebezpieczny
dla swej uczciwości.
Kiedy dosięgnie mózgu, człowiek zaczyna zagrażać swemu otoczeniu.
Ale kiedy dosięgnie serca, człowiek zakochuje się w jakiejś istocie
ludzkiej. Wówczas świat staje się dla niego niebezpieczny
i każdy krok zagraża mu klęską.
Mój czarny robak zadomowił się w duszy. Być może to tylko
chwilowy postój, przerwa w podróży dla nabrania sił.
Możliwe, że pewnego dnia zechce ruszyć dalej i wybierze serce albo mózg
zapraszając mnie do bajecznie zastawionego stołu obłąkania lub do
perłowej jaskini miłości, w której wszelki rozsądek zasypia, budzi się
sumienie, a szczęście utożsamia się z wzajemnością czyjegoś serca i z
nieczynieniem zła bliźnim.
Wtedy zdam egzamin końcowy z głupoty.
Na razie jednak bronie się przed tym skutecznie. Zatrzymuje go w duszy,
a on wścieka się jak malutki narwany kapral i próbuje uwolnić się z celi,
oczyścić moją dusze z siebie i pozbawić mnie wszystkich moich grzechów.
Stara się pochwycić je, miota się od ściany do ściany, ale jest jeszcze za slaby,
musi uróść w siłę, jeżeli chce je doścignąć.
O nie, braciszku, nie tak prędko.
Moje grzechy są jak zabłocone samochody, brzydkie, ale jak pędzą!
"Flet z Mandragory" W.Ł.
